niedziela, 28 marca 2010

Prażonki, czyli jak zadowolić chłopa.

Są takie dni, kiedy chcę żeby na twarzy mojego chłopa pojawił się wyraz szczęścia. Gotuję wtedy prażonki.


Mój S, cwaniak nauczył mnie jak to się robi. Normalnie to on omija kuchnię wielkim łukiem i tylko, żeby zrobić sobie herbatę do niej wchodzi. Przy prażonkach jest inaczej. Bardzo chętnie mi pomaga.

Potrawa jest bardzo prosta. Obieramy i gotujemy ziemniaki jak do obiadu. Trzeba ich zrobić trochę więcej niż normalnie. Ja muszę obrać porcję dziesięciokrotnie (wcale nie przesadzam) większą niż zwykle. Gdy ziemniaki są miękkie odlewamy wodę zostawiając trochę na dnie.

Teraz zaczyna się ciężka fizycznie praca, którą mój S. gorliwie wykonuje. Ziemniaki trzeba szybko ubijać dosypując równocześnie mąkę ziemniaczaną (ok 2 łyżek). Ubijamy do momentu, aż się zrobią szkliste. Potem łyżką maczaną w wodzie nakładamy porcjami na talerz. Całośc polewamy sucie skwarkami. Do tego maślanka i obiad gotowy.


Mój chłop jest po takim obiedzie łagodniutki ( z przejedzenia nawet nie chce mu się nic mówić) i baaaardzo zadowolony. Poniżej porcja jaką S. zjada sam. Dla porównania dodam, że na normalny obiad gotuję mu 1-1,5 ziemniaka.



Czy znacie tę potrawę? Czy w Waszych regionach też się tak nazywała?

Pozdrawiam Was serdecznie.

Violcio11

32 komentarze:

aagaa pisze...

Violuś ,znam to danie ,znam!!!Tylko u nas nazywa się to ,,porka,,.Nie wiem skąd ta nazwa ale tak się na to ziemniaczane danie u mnie mówi!
Pycha!Ja uwielbiam odsmażane na patelni.Ale sie głodna zrobiłam!!!
Pozdrawiam

oslun pisze...

Coś podobnego gotowała moja babcia na Lubelszczyźnie - nazywało się lemieszka, a różniło się rodzajem dodawanej mąki (babcia dodawała pszenną). Jako dziecko nie cierpiałam tego wynalazku - może przez skwarki ze słoniny?
Przypomniałaś mi dzieciństwo... dawno było... może namówię mamę na sentymentalne gotowanie... może teraz mi posmakuje...? Może?
Dziękuję, Ewa

bestyjeczka pisze...

Wolę chłopu nie pokazywać tego posta - czasem zagląda mi przez ramię ;-) bo pewnie zjadłby 2 takie talerze, razem z talerzami.

PS. :D muszę pomyśleć ile kg polecanej lektury mam na ten pociąg zabrać.

13ka pisze...

Moja babcia robiła pamiętam ten smak i zapach, była zawsze do tych klusek kiszona kapusta gotowana

ale jak to się nazywało nie pamiętam babcia już niestety nie żyje

pozdrawiam

MariaPar pisze...

Nie znam, ale chętnie wypróbuję na Swojej rodzince, bo My jesteśmy "kartoflani". Pozdrawiam

blog niedzielny pisze...

sposob na ujazmienie chlopa hahahah ,potrawy nie znam :)

Lovely Home pisze...

Znam i lubię (:
Moja babcia mi robiła takie ziemniaczki ale z mąką pszenną ,skwarki i zsiadłe mleko.A zapach w całym babcinym mieszkaniu.Babcia mówiła na to "fuśka"
Och wróciły wspomnienia...
A babci już nie ma i dziadka też )):

Zula pisze...

Nie znam, ale z chęcią wypróbuję :)
Pozdrawiam

Kamilcia pisze...

u nas też z mąką pszenną - babcia nazywa "prazoki", uwielbiam, podsmażane na patelni jeszcze lepsze :) i z kapuśniakiem właśnie, albo tylko ze skwarkami.

Nettika pisze...

A ja przyznaję się od razu , że to dla mnie kompletne novum choć ziemniaki uwielbiam z masłem
( dużo )i mizerią i najlepiej kwaśnym mlekiem i niech nikt nie waży się psuć tego " wykwintnego " dania jakimś mięsem :)) ... Pozdrawiam gorąco

jaga pisze...

mój pan mąż twierdzi że to kulasza, tak mówią w zamojskiem

InusiaM pisze...

dzięki, że mi o niej przypomniałaś.
moja mama ją nam kiedyś robiła i ją nazywała prażuchą.
chyba wiem co jutro będzie na obiad ;)

Ita pisze...

Zapodałaś jedno z moich ulubionych dań, u nas nazywa się to prażuchy i zapodaje jako dodatek do kapuśniaku. Babcia robiła je z mąką żytnią , a ja robię z pszenną . Przyznam się ,że uwielbiam je z maślanką....ślinotoku dostałam na samą myśl o tym jedzonku.
Pozdrawiam cieplutko.

ALEXA pisze...

Przyznam się, że absolutnie nigdy nie słyszałam o takim daniu.
A szkoda, bo jesteśmy ziemniakolubną rodzinką ;)
Koniecznie MUSZĘ wypróbować :)
Dzięku Kochana, może nawet dzisiaj na obiadek zrobię :)

Anonimowy pisze...

surowa mąka ziemniaczana?hmm
spróbuję
Abigail

Amalena pisze...

O!! A dla mnie to nowość.. ale uwielbiam ziemniaki, a skwarki już w ogóle, więc czuję że to będzie coś w sam raz dla mnie i mojego Dziubka* :)

Mota pisze...

Jakaś strasznie głodna się zrobiłam, aż mnie ssie w dołku. Polizanie ekranu nic nie dało :))Te skwareczki.... mniam

Penelopa pisze...

a ja nie znam tej potrawy,ale chętnie wypróbuję.Niech mi tylko Odys wróci. Zobaczę jak na niego zadziała ;)
Pozdrowiam o pustym żołądku :/

elisaday79 pisze...

Nigdy nie próbowałam tej legendarnej potrawy, a mówię o niej legendarna, bo w domu rodzinnym mojego męża gościła ona dosyć często. U nich nazywa się to "prażucha":)
Ja sama ziemniaki bardzo lubię, myślę, że musi być pyszna ta potrawa i kiedyś ją wypróbuję!:)

elisaday79 pisze...

A, zapomniałam dodać, że mój mąż jest z kujawsko-pomorskiego i tam zwie się to danie prażuchą:)
Pozdrawiam:)

alizee pisze...

Ja też to znam pod nazwą prażoki, jadłam raz u teściów (u mnie w domu się tego nie robiło), ale prawdę mówiąc nie zachwyciły mnie specjalnie, choć np. puree ziemniaczane uwielbiam.
Twoje wyglądają megaapetycznie!!!!

Pozdrawiam serdecznie

Imoen pisze...

A ja przyznam, ze nie dość, ze nie jadłam to nawet nie słyszałam o tej potrawie. Ale najważniejsze, ze mąż zadowolony!

Pozdrawiam.

Asia i Wojtek pisze...

Pamiętam ten smak sprzed lat! Mój nieżyjący już Wujek potrafił zrobić cuda z ziemniaków. Ja wtedy jeszcze kuchnią nie interesowałam się wcale i nie umiem niestety ich odtworzyć. Dzięki wielkie za przepis!

violcio11 pisze...

Dziekuje Wam bardzo za komentarze i za podanie nazw na te potrawe. Sa to dla mnie wazne iformacje. Ciesze sie, ze niektorym z Was przywolalam znany smak. POzdrawiam serdecznie

Małgośka pisze...

Nie znam tej potrawy:(ale ,że ziemniaczaną amatorką jestem ,a małżonek podobnie muszę wypróbować:)P.

Kasia pisze...

hmmm, zrobiłam i mi chyba nie wyszło :(
u Ciebie widzę jakby kluski, u mnie była paciaja ciągnąca się jak guma i w żaden sposób nie dająca się formować- w smaku jak kisiel ziemniaczany - zjeść zjedliśmy, bo nic innego na obiad nie miałam, no i szkoda wyrzucić, ale chyba już nie powtórzę :(
ale i tak Cię bardzo pozdrawiam :D

violcio11 pisze...

Kasiu- szkoda. Moze ze duzo wody i maki w stosunku do ziemniakow dalas?. Maki w tej potrawie nie wyczuwa sie wcale.

Kasia pisze...

to jeszcze raz ja - paciaję zjedliśmy, reszta co została wylądowała na patelni i po odsmażeniu z cebulką była bardzo dobra - więc jednak powtórzę i postaram się nie sknocić już prażonek :)
buziaki wieczorne

Dag-eSz pisze...

Coś mi się kojarzy nazwa Ity "prażuchy" i może u mnie też to się tak nazywało... tylko u mnie to się na talerz nie kładzie takich kluch, tylko po prostu porcję i już no i raczej bez skwarków, bo Dagmara mięsa nie jada i mama musiała robić wiele dań pod "wyrodną" córę i wiele dań się okraszało smażoną cebulką na oleju ;) Ależ ja dawno tego nie jadłam! a pyszne to jest, tylko strasznie zapychające... bo ja chyba jak Twój małżonek opanować swego apetytu nie mogę przy tym daniu ;)
Wesołych Świąt! :)

Asia i Wojtek pisze...

Dag-eSz - my mamy to samo! Nasza córka też mięsa nie jada i co ja się nakombinuję, żeby wszystkim smakowo dogodzić to ludzkie pojęcie przechodzi!

Koroneczka pisze...

Toż to prażuchy! :))) Niestety, od pewnego czasu zakazane w moim domu. :(

Anonimowy pisze...

u nas w rodzinie jest tak... chłopy jakoś za tym nie przepadają: mąż, szwagier, ojciec... woleliby do tego dostać jeszcze kawał mięcha! Za to ja z siostrą... mmmm!!! niebo w gębie...:D siostrzenica też na fana prażonek rośnie;) my są baby fest!!